• Kliknij aby zobaczyć ten film!
  • Kliknij aby zobaczyć ten film!
  • Kliknij aby zobaczyć ten film!

Nowy wpis na blogu:

Czym są mock-upy i jak je tworzyć?

miniaturkablogmockupDefinicji enigmatycznego dla większości słowa „mock-up” próżno szukać w słowniku czy nawet polskiej Wikipedii – najpopularniejszej encyklopedii internetowej. A w papierowych ich wydaniach [encyklopedii wszelakich] tym bardziej.

Więcej…
 

O znanych programach survivalowych

 

O znanych programach survivalowychPamiętam, że zawsze dosyć często natrafiałem w telewizji na fragmenty programów o tematyce survivalowej. Skacząc z kanału na kanał moją uwagę na dłużej zatrzymywała budowa szałasu z pomocą lian, nocowanie w dziczy pod gołym niebem, czy rozpalanie ogniska prowizorycznymi narzędziami. Jednak zwykle gdy prezentowana czynność dobiegała końca przełączałem program kwitując to słowami "no fajne, ale innym razem". Aż inny raz w końcu nastał i gdy tylko przysiadłem do oglądania wspomnianych programów "jak należy", spędziłem z nimi już długie godziny. Nastał więc również czas abyście poznali moje zdanie na temat tych seriali. Zapraszam do czytania. W tym artykule przytoczę wszystkie seriale, które obejrzałem od pierwszego do ostatniego odcinka.


Szkoła przetrwania / Man vs Wild (2006-2010)

O znanych programach survivalowych


Ręka do góry kto nie zna Beara Gryllsa. To brytyjski podróżnik, alpinista i popularyzator sztuki przetrwania. Grylls służył 3 lata w brytyjskich siłach specjalnych, jest instruktorem skautowym i ma za sobą szereg pobitych rekordów, (chociażby przelot motolotnią nad Mount Everestem w 2007 roku). Choć Bear Grylls udziela się w wielu programach dokumentalnych, zdecydowana większość kojarzy go z telewizyjnej "Szkoły przetrwania". W niej Grylls przemierza najdalsze zakątki naszej planety i pokazuje jak przetrwać w trudnych warunkach. I co może wydawać się nieprawdopodobne - robi to w widowiskowy sposób. O "Szkole przetrwania" z udziałem Bear'a zrobiło się też głośno za sprawą fali krytyki, która spłynęła na jego serial. Co konkretnie zarzucano serialowi? Publiczność krytykowała serial głównie za doniesienia płynące z hoteli, jakoby właśnie tam Bear spędzał noce podczas planów zdjęciowych zamiast w dziczy (co podawał w programie). Natomiast eksperci sztuki przetrwania ganili go za okropne, niebezpieczne porady jakich udzielał na ekranie. O ile jestem w stanie zrozumieć tych drugich, to o narzekaniach pierwszych mógłbym polemizować. Jestem bowiem w stanie "łyknąć" takie przekłamania (dziesiątki innych przekłamań serwuje nam telewizja na każdym kroku a nawet o tym nie wiemy, więc dla mnie to akurat żadne novum i powód do podnoszenia larum. Prosty przykład - ukazanie ciągle "zakorkowanych" dróg w środę, które tak naprawdę zostały nakręcone w czwartek. Czy ten fakt wpływa jakoś negatywnie na problem nieprzejezdnych ulic? Nie, a wyemitowany materiał miał nam właśnie ukazać jak wyglądałyby "zakorkowane" ulice tak samo i w środę). Postaram się wytłumaczyć o co mi chodzi na pewnym przykładzie. Jeżeli Bear chce pokazać w programie jak buduje np. szałas to wystarczy na to pół minuty łączenia ze sobą uzbieranych patyków na ekranie i w następnej scenie gotowy szałas. Na planie filmowym liczy się naturalne światło zachodzącego coraz szybciej słońca, samopoczucie prezentera, logistyka, pieniądze, czas i efektywność. Także zrozumiałe dla mnie są zarówno hotelowe noclegi bohatera jak i inne oszustwa polegające na przykład na budowaniu tych szałasów przez całą ekipę. Drodzy widzowie, uwierzcie, że Bear naprawdę umiałby sam, własnoręcznie zbudować szałas i spędzić noc w dziczy. Ale czystym marnotrawstwem czasu i energii byłoby przymuszanie Gryllsa do samodzielnego i mozolnego konstruowanie schronień na ekranie. Wspomniałem wcześniej o okropnych radach... To fakt, prezentowane metody Beara nie należą do tych, na które odważyłby się przeciętny człowiek. Grylls niejednokrotnie popisuje się na ekranie swoimi akrobatycznymi skokami z wysokości do wody. Nie gorzej szokuje spożywając różne obrzydliwe insekty czy fragmenty jedzenia ze zwierzęcej kupy. I tu zaczyna się już problem (bardziej z tymi "skokami" niż "kupą"). Bowiem czy dalej powinniśmy traktować ten program jako "tak bardzo" edukacyjny skoro prezentuje nam kontrowersyjne treści? Czy może należy go traktować bardziej jako przygodowy paradokument obfitujący w reżyserowane sztuczki na każdym kroku? Polecam obejrzeć i samemu zweryfikować. Ja osobiście szalenie polubiłem ten cykl i jest to chyba moja ulubiona pozycja z tutaj wymienianych.

O znanych programach survivalowych


Zawsze oglądając przygody Rambo czy Indiany Jonesa na ekranie, zastanawiałem się "czy to co robią byłoby naprawdę możliwe"? Zawsze z zapartym tchem, ja - fan również przygodowego kina - podziwiałem tych wszystkich twardzieli, którzy zdani tylko na siebie dokonywali niebezpiecznych wyczynów. Pływanie pod lodem? Skok z urwiska? Nurkowanie z dzidą w ręku? Bear Grylls jako pierwszy pokazał mi, że jak najbardziej jest to możliwe. Mnie bardzo podoba się ta nutka adrenaliny, sceny z filmów akcji i oczywiście skoki z wysokich klifów do wody. To jest piękne. To jest niebywałe, to jest odważne - to jest Bear Grylls. I ja znajduję w tym aspekcie naprawdę świetną rozrywkę. Dostajemy ciekawe widowisko w którym Edward gra główną rolę i na każdym kroku szokuje nas swoimi dziwacznymi pomysłami a całość widz ogląda z zapartym tchem. Panowie i Panie - dla mnie to jest właśnie kino przygodowe z domieszką dokumentu w najlepszym wydaniu. Bear Grylls jest naprawdę niesamowity w tym co robi. Podsumowując... Program prezentuje podstawowe survivalowe rady, nie zawsze to co widzimy na ekranie jest prawdą (mimo, że prezenter o tym nas zapewnia) ale postać samego Beara Gryllsa i jego kaskaderskie wyczyny serwują nam bardzo niecodzienne widowisko. I jeżeli oglądający godzi się na taki właśnie typ spektaklu i uwielbia mrożące krew w żyłach numery, to będzie w siódmym niebie oglądając "Szkołę przetrwania" Beara Gryllsa. Ja się do tych entuzjastów oczywiście jak najbardziej zaliczam.




Człowiek, który przetrwa wszystko / Survivorman (2005-2008)

O znanych programach survivalowych


Les Stroud - kompozytor, reżyser i oczywiście popularyzator sztuki przetrwania. Autor książki i narrator (jak i ekspert-konsultant) wielu odcinków różnych programów dokumentalnych. Prowadzi swój program "Survivorman" w którym pełni rolę producenta, scenarzysty, reżysera i operatora kamery. To co wyróżnia tego Pana na tle wszystkich innych nieogolonych dżentelmenów to fakt pozostawania samemu (bez ekipy filmowej!) na siedem długich dni i nocy w dzikich terenach naszego globu. Sprawa jest prosta, Les zabiera potrzebny ekwipunek, zostaje przetransportowany do wyznaczonego miejsca i od tego momentu jesteśmy zdani na to, co zechce zaprezentować nam okiem kamery Pan Stroud. Tworząc serial zrezygnował z ekipy filmowej i śledzenia prezentera na każdym kroku serwując nam w zamian survival z prawdziwego zdarzenia. Tu nie ma miejsca na przelewki. Les w każdym odcinku jest zdany wyłącznie na siebie. Sam musi podróżować (a pamiętajmy, że w pojedynkę dźwiga ten filmowy balast), własnoręcznie budować schronienie, palić ogniska by nie zamarznąć i co najważniejsze - zdobywać pokarm. Taka forma ma oczywiście swoje konsekwencje. A objawiają się one właśnie trudem utrwalania wszystkiego na taśmie. Nie wystarczy bowiem rozpalić ogień za pomocą patyka i złowić rybkę na wygiętą zapinkę w prowizorycznej wędce - trzeba jeszcze to wszystko nam pokazać. Zatem żmudna praca i męczący wysiłek wykonywania wszystkiego naprawdę własnoręcznie, spotyka się z dodatkowym trudem filmowania. Istna katorga! Podziwiam Cię, Les!

O znanych programach survivalowych


Program ten nie obfituje w żadne "fajerwerki" ale jest solidną porcją survivalu i w odróżnieniu od innych tego typu produkcji - realną. Dzieje się naprawdę. To co oglądamy na ekranie porównałbym z czytaniem pamiętnika bohatera z każdej nowej podróży. "Człowiek, który przetrwa wszystko" (pod takim polskim tytułem został wydany u nas w kraju ten serial) jest bardzo ciekawym przedsięwzięciem na które zdecydowałby się tylko prawdziwy mężczyzna, survivalowiec absolutnie pewny swych umiejętności i silny psychicznie. Panu Stroudowi należeć się będą chyba największe brawa z całej omawianej dziś ekipy prezenterów. Jego program bardzo cenię i bardzo chętnie zabieram się z Lesem w każdą jego nową podróż, nawet jeśli w rezultacie opiera się ona na żmudnym i nostalgicznym wyczekiwaniu w zbudowanej tymczasowej chatce z patyków i monologów do kamery. Les jest autorem jeszcze innych, mniej znanych, programów o pokrewnej tematyce (na przykład "Les Stroud: Beyond survival"), jednak sławę przyniósł mu jego "Survivorman". Produkcja warta polecenia koneserom prawdziwego survivalu i osobom ceniącym sobie tendencję do jak najlepszego odzwierciedlania rzeczywistości. Produkcja raczej osobliwa, przepełniona pogadankami do kamery, ale bardzo ciekawa. Polecam wszystkim wytrwałym koneserom.




Dwa oblicza survivalu / Dual Survival (2010)

O znanych programach survivalowych

 

W trakcie mojego "survivalowego", kilkumiesięcznego maratonu odcinki wspomnianych wcześniej programów dobiegły końca i nastąpiła cisza w światku programów dokumentalnych. Na szczęście nie trzeba było długo czekać aż tak długo na kolejnego survivalowca. Ba! Nawet przybyło ich dwóch! Telewizja Discovery Channel wypuściła w 2010 roku (do Polski dotarł oczywiście później) zupełnie świeży cykl o nazwie brzmiącej "Dual Survival". Polskim odpowiednikiem stał się tytuł "Dwa oblicza survivalu". Tym razem by dać widzom powiew świeżości do programu zaproszono nie jednego, a dwóch ekspertów. Każdy z nich miał mieć własny patent na przetrwanie i dzięki zróżnicowanym metodom działania mieli oni osiągać ten sam cel. A śmiałkami byli Cody Lundin i Dave Canterbury. Dave wstąpił w szeregi armii USA w wieku 17 lat. Z czasem został snajperem i instruktorem Zespołu Specjalnego Reagowania. Szkolił żołnierzy w Stanach Zjednoczonych, Ameryce Środkowej i Korei, ucząc ich technik walki bez broni i sposobów obrony w sytuacji bliskiego kontaktu z przeciwnikiem. Natomiast Cody Lundin nauczył się technik survivalu od rdzennych Amerykanów. Napisał dwie książki o sztuce przetrwania i prowadzi także zajęcia z tejże dziedziny. Mieszka gdzieś na dzikich obszarach północnej Arizony w zaprojektowanej przez siebie lepiance ogrzewanej słońcem. Jako ciekawostkę o Codym należy wspomnieć fakt, że od ponad 20 lat porusza się boso. Jest to częścią jego - jak sam mówi - "filozofii przetrwania" i - jak dowiadujemy się z serialu - taki rodzaj przemieszczania się po Ziemii "każe mu zwolnić" i dzięki temu dostrzega on więcej rzeczy. Natomiast jeśli chodzi o naszego komandosa to Dave też skrywa pewną ciekawostkę. Popularność w mediach przyniosły mu instruktażowe filmiki wrzucane do sieci na swym kanale na YouTube, w których to prezentował podstawowe techniki survivalu (reklamując przy tym swoją szkołę "Pathfinder"). Znałem ten kanał, już wcześniej byłem jego widzem. Co ciekawe YouTube'owe filmy Dave'a mimo bogatej merytoryki nie zachwycały niczym szczególnym pod względem technicznym, przypominały bardzo prostą formę video bloga (nieskromnie muszę przyznać, że nawet mój młodzieńczy i kompletnie amatorski Solvay Eksplorers realizacyjnie bił na łeb, na szyję produkcje Pana Canterbury'ego). Jako że to mój artykuł, pozwolę sobie właśnie tutaj wstawić zwiastun swojego dokumentu jaki stworzyłem kilka dobrych lat temu:

 

 

Telewizja potrzebowała nowych gwiazd i jedną z nich zasłużenie miał stać się Dave. W "Dwóch obliczach survivalu" nasi bohaterowie przemierzają cały świat, od lodowych krain aż po tropikalne dżungle, prezentując nam przy tym swoje umiejętności. Cały cykl obejrzałem również od deski do deski. Po "Dwóch obliczach survivalu" spodziewałem się wiele, świetnie wyglądał na zwiastunach, bazował na świeżym pomyśle przeciwstawienia sobie dwóch odmiennych charakterów i w końcu widz mógł liczyć na poznanie nowatorskich technik survivalu za sprawą osoby Cody'ego. Co jednak z tych nadziei pozostało? Niestety niewiele. "Dual survival" miał tchnąć świeżość w świat dokumentów o głodujących, tułających się przez lasy i krzewy ochotnikach a okazał się niczym nie wybijającym się serialem o sztuce przetrwania. Nawet rokujący pomysł, zestawienia ze sobą bosonogiego miłośnika przyrody do twardego komandosa nie przyniósł oczekiwanego efektu. Spodziewałem się niewiarygodnych sztuczek i wyczynów Cody'ego Lundina, prezentacji jego nieprzeciętnej wiedzy i pomysłowości. Zestawianych właśnie z metodami znanymi z wojska. Ale wszystko co dostaliśmy od Cody'ego objawiało się jako ckliwe gadki o przyrodzie przez cały serial. Do tego prezentowane metody na rozpalanie ogniska czy spijania rosy z liści kwiatów - zginając ku temu liść w rulonik, nie robiły na mnie wrażenia. Postać Cody'ego okazała się strasznie zmarnowanym potencjałem. Ja, widząc outsidera; wielgaśnego, barczystego, metroseksualnego pseudoindianina wiele sobie obiecywałem po jego postaci. Bo była przede wszystkim ciekawa.

O znanych programach survivalowych


Dave Canterbury, to właśnie pan z wymowną bródką systematycznie polował w odcinkach, ratował tratwę skokami do wody, w prowizorycznym stroju ochronnym kradł pszczołom miód i zaopatrywał obóz w niezbędne surowce. Prezentując na każdym kroku swoje techniki. To na nim skupiała się uwaga widza i to jego działania pchały akcję w tym serialu. To wszystko sprawiało, że Lundine wydawał się być w mojej ocenie, dodany do serialu "na doczepkę". A skoro odniosłem takie wrażenie, musiało być naprawdę z nim kiepsko. Do tego jego reakcje wydawały się często przesadzone, "grane pod publiczkę". Pamiętam odcinek kiedy po odnalezieniu strumyka, Cody się rozpłakał - żaląc się do kamery jak to ludzie marnują tak piękną wodę. Ale nie to było najgorsze. Najbardziej pozostał mi w pamięci motyw wielkiego oburzenia, spowodowanego zabiciem przez Dave'a krokodyla na posiłek (całej scenie towarzyszyły oczywiście usilnie wpychane, zajawkowe cliffhangery. Na zasadzie - widzowie uważajcie, za chwile będziecie świadkami wielkiej kłótni dwóch panów!). I tak Cody pajacował przed kamerą swym wielkim żalem z powodu ukatrupienia krokodyla tylko po ty by za kilku minut ślinić usta przeżuwając już kolejny kęs jego mięsa. Nasz pokraczny pan z warkoczykami musiał więc nie zgodzić się z uśmierceniem krokodyla dla samej idei niezgadzania się ze swoim kolegą w tym serialu. A o komicznie wyglądających problemach z utrzymaniem przez Cody'ego równowagi na tratwie, czy zejściu w dół powalonego drzewa po korze, już nawet nie mam ochoty wspominać. Indianin nie sprawiał zbyt dobrego wrażenia swoimi czynnościami fizycznymi. Te wszystkie rzeczy niesłychanie mu ujmowały w "Dwóch obliczach survivalu". Do tego jak można brać na serio człowieka który ma nas czegoś uczyć, podczas gdy paraduje on tylko w skarpetach i krótkich spodenkach na terenach skutych lodem?! Narażając się tym samym na różne niebezpieczeństwa czyhające na ziemii, czy bardziej prozaicznie - na odmrożenie kończyń. Ja rozumiem, że to właśnie towarzysząca mu "bosonoga idea" miała też być smaczkiem tej serii, ale dość komicznie wyglądała w starciu z rzeczywistością i namolną próbą zachowania swojej "filozofii natury". Zasiadając do programu o tematyce survivalowej i słysząc w głośniku głos lektora mówiący o dwóch ekspertach sztuki survivalu, szykowałem się na coś więcej. Werdykt? Mogło być zdecydowanie lepiej. Raczej nikomu specjalnie nie polecałbym "Dwóch oblicz survivalu".



Alone in the wild (2010)

O znanych programach survivalowych


Ed Wardle i jego "Alone in the wild". Ed obrał sobie za cel spędzenie aż trzech miesięcy samemu na Alasce. Czyli "kamery" jak u Lesa Strouda, zapas jedzenia ze sobą, a w późniejszych tygodniach wszystko to, co zdoła się upolować. Wokół niedźwiedzie, chłód zimnych nocy, niepokojące odgłosy lasu, samotność i udręka. Tym wyczynem, nasz inicjator postanowił spełnić swoje marzenie z dzieciństwa i - niczym w filmie "Wszystko za życie" - rzucić wszystko i wyruszyć w samotną wyprawę. Jak się potem dowiedzieliśmy, dla Eda była to wycieczka także i wgłąb samego siebie. No właśnie, jak prezentował się "Alone in the wild" i czym mnie urzekł? Przede wszystkim tym, że był to prawdziwy obraz człowieka poddanego niezwykle ciężkiej próbie. Oczywiście postanowienie było identyczne co w przygodach Lesa (zostać samemu w dziczy, bez ekipy filmowej), jednak Ed Wardle włożył w to dużo więcej (planował spędzić w dziczy aż trzy miesiące a nie tydzień jak to każdorazowo robił Les). Ze strony technicznej nie wypadło to najlepiej gdyż Ed nie dbał tak dokładnie o dobre i zróżnicowane zdjęcia jak wspomniany Les Stroud. Natomiast to co zaliczam na plus to niezwykła otwartość wobec widza. Ed wielokrotnie łamał się przed kamerą z samotości a z jego oczu ciekły łzy. Opowiadał nam o tym jak jest mu ciężko i jak bardzo tęskni za obecnością człowieka. Stworzył wiarygodny obraz człowieka znajdującego się w trudnych warunkach, nie grał - był sobą. Nie bał się konfrontacji ze światem po drugiej stronie ekranu i po powrocie zaprezentował nam materiały w których obnażał swoje słabości. Koniec końców, Ed spędził 50 samotnych dni w dziczy z planowanych dziewięćdziesięciu, co oczywiście i tak jest ogromnym sukcesem. Takie przedsięwzięcie z pewnością nie było czymś łatwym i przyjemnym. Wymagało niebywałej odwagi, żelaznych nerwów i determinacji.

O znanych programach survivalowych


Wspomniałem też coś o realizacji... Niestety Ed w swoim czasie spędzonym w Yukonie na Alasce nie starał się nas w ogóle czymś zainteresować! Również survivalowych ciekawostek było w nim jak na lekarstwo. Zdjęcia były kręcone bez mnogości ujęć, częstej zmiany planów. Codzienne życie naszego śmiałka dane nam było oglądać więc tylko w długich ujęciach jednej i tej samej kamery, a i czasami sam obiekt z niego uciekał. Ed jako kamerzysta sprawdził się moim zdaniem źle. Cały materiał przypominał raczej nagranie z dwudniowego obozu dla gimnazjalistów niż spory wycinek z życia dobrowolnego pustelnika. A przecież to nie był "pierwszy raz" z kamerą Eda. Tutaj nawet trzeba przywołać materiały Lesa Strouda, który za czas tygodnia, był w stanie nagrać całą masę opowiastek jak i prezentacji swoich survivalowych umiejętności. Mówiąc prościej - umiał zaciekawić widza. Ed po nagraniu długich i nudnych ujęć zmieniał kamerę i zaczynał do niej głównie jęczeć. Rozpoczynając swoją przygodę z "Alone in the Wild" nastawiałem się na długie tygodnie codziennych wieczornych sesji z nowymi odcinkami programu. Zdziwiłem się mocno kiedy okazało się, iż z całej wyprawy sklejono zaledwie trzy czterdziestominutowe odcinki. Hmmm. Czyżby montażysta nie miał z czego wybierać? Czyżby filmowanie Eda się kłaniało? Wcale bym się nie zdziwił. Dostaliśmy nieco nużący, mało ciekawy i mało treściwy, materiał w którym głównie przeważały rwane monologi. Strona realizacyjna programu niestety kulała. Jednak mimo wszystkich głosów na nie, i tak "Alone in the wild" oglądałem z zaciekawieniem a główną w tym zasługę miała sama postać Eda, który nie okazał się kolejnym super-twardzielem-komandosem a przypominał bardziej zwyczajnego człowiekiem. Kogoś z kim bardziej moglibyśmy się utożsamić. Zwyczajnym człowiekiem, który porwał się na więcej, niż Les Stroud, Bear Grylls czy Dave Canterbury. To nie reżyserowany show ze sztabem ludzi i ekipą filmową za plecami bohaterów, to nie tydzień czasu bez nikogo na bezdrożach - to prawie trzy cholernie długie miesiące samemu jak palec w niebezpiecznych lasach Alaski. I za to właśnie należą się brawa autorowi "Samemu w dziczy". Wyczyn Eda zasługuje na oklaski, mimo iż został przedstawiony w nieco nużącej formie. Czy
poleciłbym Wam "Alone in the Wild"? Jeśli nie ma nic innego w telewizji, jesteście ciekawi nieco "niestandardowego" przedstawienia sytuacji i lubicie krajobrazy Alaski to tak.

 

 


Istnieje jeszcze kilka znanych programów dokumentalnych obijających się w sferze survivalu. Albo są to przytaczane i inscenizowane historie ludzi, którzy znaleźli się w takich tarapatach przeplatane z radami ekspertów w dziedzinie survivalu, albo filmy traktujące o metodach przetrwania bardzo pobieżnie (bez prezentera, który stawiałby siebie samego w zagrożonej sytuacji). W swoim artykule postanowiłem wybrać więc te najciekawsze moim zdaniem. Z wszystkich seriali które omówiłem tu w artykule, widziałem każdy odcinek. Mam nadzieję, że lektura się podobała.


A przy okazji...

Wojciech Cejrowski: Boso przez świat (2007-2010)

O znanych programach survivalowych


Na koniec chciałbym wspomnieć o jeszcze jednym programie - ale nie traktującym o survivalu. Jest to program podróżniczy. Ma formę około 25-minutowych reportaży z różnych zakątków świata, m.in. Brazylii, Meksyku, Gambii, Ekwadoru i Portugalii A najwięcej zyskuje on dzięki fantastycznemu prowadzącemu. Jest nim znany podróżnik Wojciech Cejrowski. Co on zatem robi w zestawieniu z pozostałymi postaciami? Wspominam o nim z sentymentu. Mimo iż jego program nie zahacza o survival w rozumieniu jako takim, jest moim zdaniem najlepszym programem podróżniczym jaki widziałem do tej pory (zdobył nawet złoty medal w kategorii Travel & Tourism w 51 międzynarodowym konkursie New York Festivals 2008). Cejrowski też uczy sztuki przetrwania, ale nie w dziczy a w danym kraju. Opowiada o kulturze, obyczajach i wszystkim tym o czym turysta powinien wiedzieć. A robi to w sposób niewyobrażalnie ciekawy. W programie jest miejsce na zaznajomienie odbiorcy z kulturą, jest tu miejsce na eksplorację i prezentację godnych uwagi miejsc, jest tu miejsce również na humor. W "Boso przez świat" jest po prostu wszystko. To doskonały przykład na to, jak wiele widz zawdzięcza prowadzącemu. Cykl ten jest kopalnią wiedzy, merytorycznym bogactwem w najlepszym wydaniu. Polecam go każdemu miłośnikowi podróżowania i poznawania zwyczajów obcych kultur. Jest to bardzo dobrze spędzony czas, który pozostawia uśmiech na naszych twarzach i pozytywny nastrój jeszcze długo po napisach końcowych (a radzę i je oglądać do końca bo na końcu zazwyczaj znajduje się blooper). A! I tak! Nazwa programu do czegoś zobowiązuje... Pan Wojtek w nim chodzi boso. 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

MAGAZYNY FILMOWE

FILMOGRAFIA

INNE PRODUKCJE

Opis działu

Po lewej stronie prezentuje się lista dostępnych artykułów. Wybierz interesujący Cię temat i rozwiń artykuł klikając na "Czytaj więcej..."

Reklama