10 powodów upadku mojego kanału na YouTube

test0200

Jakiś czas temu przeprowadziłem na swoim oficjalnym profilu mojej strony internetowej w serwisie Facebook sondę w której zapytałem się swoich czytelników czy byliby zainteresowani powstaniem dzisiejszego artykułu.

 

Jak widzicie artykuł powstał co oznacza, że większość osób chciała dowiedzieć się co ja o tym sądzę. O tym – czyli o zakończeniu swojej działalności na YouTubie.YouTube zmienił rzeczywistość, stał się prawdziwą potęgą, niedługo wyprze też telewizję o ile już tego nie zrobił. To on dostarczył ludziom możliwość oglądania materiałów filmowych w sieci, które nie wczytywałyby się przez pół godziny (pamiętam jeszcze czasy umieszczania w witrynach plików filmowych z serwera FTP, odtwarzanych przez naszego Wndows Media Playera). Nic dziwnego, że świat rzucił się do korzystania z tak wygodnego rozwiązania. Setki tysięcy osób odnalazło miejsce do publikowania nowych filmów. Rosnącą popularność serwisu zmusiła ludzi do zainteresowania się dziedziną montażu oraz metodami nagrywania jeszcze lepszych filmów. Z biegiem czasu pojawił się wysyp ludzi prezentujących w Internecie swoje własne programy tematyczne czy kręcących wszechobecne vlogi. Wgrywane produkcje stawały się coraz lepsze i z biegiem lat YouTube stał się również kopalnią autorskich programów tematycznych nagrywanych przez „zwykłych” użytkowników internetu. Dostęp do nich mieliśmy na zawołanie, o każdej porze dnia i nocy. Ludzie otworzyli się na nowoczesne media a zamieszczanie swojej twarzy w internecie i gadanie do obiektywu kamery przestało być już obciachowe. Każdy kto interesował się tworzeniem filmów i miał coś ciekawego do przedstawienia prędzej czy później musiał wylądować na YouTubie. To także tam miał jedyną szansę zgarnięcia największej widowni, jeśli jego produkcje zostałyby polubione. W przyszłości YouTube wprowadził również model zarabiania na wyświetleniach reklam oraz zezwolił na partnerstwa, również korporacyjne (tzw. agregatory).

 

Sonda0212101

 

Każdy kto mnie zna, doskonale wie jakie mam zdanie o trzymaniu swoich prac w szufladzie. A składało się tak miło, że od dość dawna interesowałem się sztuką tworzenia materiałów filmowych. Posiadałem więc parę swoich kompilacji video na tematy sportowe i innych takich. Skuszony możliwością łatwego prezentowania materiałów filmowych w sieci trafiłem na YouTube rok po jego powstaniu. Z początku publikowałem na nim filmy zupełnie inne od tych do których zdążyłem przyzwyczaić teraz swoich widzów. Były nimi materiały z gier piłkarskich, wyselekcjonowane bramki z rzeczywistych boisk czy po prostu ładne gole strzelone w Fifie. Zawsze chciałem tworzyć też filmy typu video-art, więc na swoim kanale tworzyłem sobie podwaliny pod publikacje za które chciałem się wziąć w dalekiej przyszłości. Pamiętam również, że zawsze byłem bardzo krytyczny wobec recenzentów gier. Czytałem dużo recenzji na Internecie oraz oglądałem. Nigdy nie zgadzałem się do końca z przedstawionymi tam opiniami, ocenami itp. Byłem w stanie wyłapać znacznie więcej na temat danej gry niż każdy inny recenzent. Ci przeze mnie czytani lub oglądani (wszyscy) nie zwracali nigdy uwagi na to, na co ja zwróciłbym ją za każdym razem. Recenzje gier były niepełne. Postanowiłem więc zabrać się i za tę dziedzinę, wypuszczając swoje materiały traktujące o grach komputerowych. Nadal były to początki mojej twórczości. Jeśli spojrzymy na nią dzisiaj okaże się, że przez swój okres najbardziej żywiołowego egzystowania na YouTubie miałem styczność z dość dużym zakresem tematycznym. Tworzyłem bowiem kompilacje, recenzje, gawędy, rankingi, parodie, filmy konkursowe, satyry, dokumenty, etiudy fabularne, vlogi, teledyski, video-arty, filmy zakulisowe, machinimy, animacje itd. Mógłbym wymieniać i wymieniać. Na kilka pomysłów wpadłem też jako pierwszy na scenie polskich użytkowników YouTube’a. Znacie „Tube Raiders”? Ja zrobiłem podobny film na lata przed nimi. Kojarzycie Niekrytego Krytyka? Ja na pomysł recenzowania w zabawny i ironiczny sposób filmów wpadłem na długo przed nim. Kojarzycie machinimy jakiejś grupki twórców, którzy piszą jakoby byli twórcami najdłuższej polskiej machinimy? Nie jest to prawda, bo zdążyłem już wcześniej stworzyć machinimę dłuższą od ich. A kto był autorem najdłuższego mixu filmików z YouTuba? Mógłbym tak wymieniać i wymieniać. Jak widzicie sam fakt wpadnięcia na pewien pomysł pierwszy nie gwarantuje nam niczego. Niczego poza wpisem, który będzie można kiedyś śmiało napisać w ramach ciekawostki lub pisania artykułu takiego jak ten. Zdaję sobie sprawę, że największą rolę odgrywało w tych sprawach wykonanie i to dopiero w rozwinięciu/wykonaniu danego pomysłu kryła się cała siła. Dopiero podczas pisania na ten temat człowiek co chwilę przypomina sobie nowe rzeczy na temat swoich filmów i tego co przez ten cały czas zdążył wydać. Znacie pewnie Wardęgę? Najsłynniejszego polskiego żartownisia wydającego na YouTubie swoje „pranki”. I jak tutaj nie wspomnieć, że ja filmowałem nasze żarty na pięć lat przed powstaniem samego YouTube’a (!)? Wydaliśmy przecież naszą „Gimbazę VHS” zawierającą właśnie zbiór takich numerów, kręconych jeszcze na kamerze analogowej na taśmach! A w chwili pisania tego artykułu cały czas zbieram klipy do filmu na temat swojej "przemiany wagowej" który rozpocząłem kręcić trzy lata temu (film ten ukaże moją przemianę z totalnego chudzielca za sprawą rozpoczęcia trenowania siłowego). YouTube skrywa wielu wspaniałych twórców „którym się udało”, ale jeśli chodzi o Polskę – byłem prekursorem w wielu przypadkach. Jeśli kogoś interesuje więcej przykładów, omówiłem je w swoim pożegnalnym filmie „Kulisy kręcenia moich produkcji”.

 

widzowie2

 

Tworzyłem przez lata swoje filmy i publikowałem je na kanale. Po czasie dorobiłem się imponującej (jak na stare czasy) liczby widzów. Widzowie upominali się o nowe produkcje, chcieli je oglądać. Miałem sporą grupę aktywnych fanów i motywowała mnie ona do dalszego prowadzenia kanału. W czasie swojej przygody zostałem też zaproszony do telewizji do audycji na temat komentowania rzeczywistości. W studiu wypytano mnie również o moje filmy, całą twórczość. Nie byłem wtedy jeszcze tak rozwinięty programowo ani operatorsko. Nie mogłem pochwalić się ani profesjonalnym wykonaniem swoich filmów, nie posiadałem nawet odpowiedniego sprzętu – nadrabiałem zapewne merytoryką i specyficznym „agresywnym” oraz ironicznym humorem. Mogłoby się wydawać, że od teraz wszystko musiało się zmienić na lepsze. Że mój kanał rokuje na jeden ciekawszych w polskiej sieci. Nadal przecież tworzyłem swoje filmy a moje subskrypcje rosły. Jednak w pewnym momencie swojej twórczości nastąpiło ogromne zahamowanie. Wielki spadek oglądalności. A w finale zaprzestałem tworzenie swoich cyklicznych filmów, żegnając się z widzami „Kulisami tworzenia moich produkcji”. Co się stało, że kanał umarł i zostałem w miejscu? Po prawie roku od zaprzestania wydawania produkcji jakie znaliśmy zapytałem się Was czy chcielibyście poznać moje zdanie na ten temat. Większość chciała, dlatego poniżej, po tym przydługawym wstępie przedstawię Wam kilka rzeczy, które moim zdaniem zrobiłem źle i poprzez które w finale kanał upadł. Zapraszam więc serdecznie do dalszego czytania.

 

 filmy

 

Powód 1: Dziwaczne przeświadczenie, że reklamowanie siebie samego jest złe
Nigdy nie zachęcałem do subskrybowania moich filmów. Sam byłem uczulony na żebranie o subskrypcje czy facebookowe „lajki” u innych twórców. Żyłem w błędnym przekonaniu, że wciskanie się gdzie popadnie i nachalne reklamowanie swojej twórczości jest złe. Byłem zdania, że „dobry produkt obroni się sam” oraz, że jeśli jesteś w czymś dobry to również „sam” się ktoś o Ciebie pierwszy upomni. Niestety nie jest to prawda i nie zdajecie sobie sprawy jak wiele zależy w dzisiejszych czasach od reklamy. „Profesjonalni” YouTuberzy nie wrzucają swojego filmu ot tak po prostu do sieci. Towarzyszy temu zawsze pewien schemat działań. Swoje nowe filmy reklamują gdzie tylko się da. Czy to popularny Wykop, Demotywatory, JoeMonster, Kwejk czy inny jeszcze twór. Wykupują kampanie reklamowe by dotrzeć do większego grona i naprawdę w takie coś inwestują. Bazują również na „kółku wzajemnej adoracji” czyli na wzajemnym systemie polecania się, zawiązują więc między sobą sieć zależności. Są nachalni i systematycznie przypominają nam o potrzebie subskrybowania ich kanału, klikaniu łapek w górę oraz o kupowaniu ich projektów koszulek w sklepie internetowym. I jak widać, to działa. Chcąc coś ugrać musisz być nachalny i zawracać dupę. Pchać się wszędzie i iść po trupach do celu. Nawet jeśli większej ilości nie spodoba się Twój zareklamowany gdzieś w innym serwisie film, to z pewnością powiększysz swoje grono odbiorców o kilku nowych fanów. Bo tacy na pewno się znajdą. Sęk w tym by chociaż postarać się o docieranie do nowych grup odbiorców. Bądź „atencyjną kurwą”, ja nie byłem i nikt się o mnie nie dowiedział. Zawsze bałem się posądzenia o „atencyjną kurwę”. Dziś wiem, że niepotrzebnie, trzeba nią zostać, być nachalnym i się sprzedać. Zadbać o to by wyskakiwać ludziom nawet z lodówki. Bo jeśli robisz coś dobrego, ludziom to się spodoba, sęk tylko w tym, że musisz im pokazać, że istniejesz! Jeśli więc kiedyś coś mi odbiję i postanowię powrócić do tworzenia filmików na YouTubeie (ale z nową „nachalną” strategią) to wszystkim „hejtującym” pokaże właśnie ten wpis. By pamiętali, że mam już jakieś doświadczenie, że błagania o subskrypcji nie lubię i że bycie „żebrakiem o suby” to absolutna konieczność.

 

 

 

Powód 2: Pretensjonalna jakość właściwości wokalnych
Nie mam dobrego głosu do podkładania go w jakichkolwiek filmach. Często się mylę, zdarza mi się seplenić, mówię niewyraźnie oraz mam bardzo młodzieżowy głos. Raz nagrywam głośniej, raz ciszej, zmienia mi się intonacja, raz uda mi się odszumić lepiej a innym razem pogrzebię materiał już w chwili jego nagrywania na złych ustawieniach. Powtarzam kwestie po tysiąc razy. Nagrywanie przeze mnie głosu to dla mnie prawdziwa męka. A na dodatek mam nawyk mlaskania podczas mówienia. Ten czynnik potrafi bardzo skutecznie zrazić do mnie nowych odbiorców. Ktoś nowy włączy sobie mój filmik, posłucha przez 15 sekund trzech wypowiedzianych przeze mnie zdań i skwituje słowem „o matko, nie będę czegoś takiego słuchał”. Mam tego świadomość i co ciekawe – po części to rozumiem. Ale tylko po części. Jeśli jakiś materiał filmowy aspiruje do miano profesjonalnego, powinien również profesjonalnie brzmieć. Ale ja sam nie zwracam nigdy uwagi na czynnik jakim jest czyiś głos. Znam kilku bardzo fajnych twórców na YouTubie, którzy nie mają dobrego głosu, a nawet seplenią się czy jąkają a mnie to zupełnie nie przeszkadza (bo liczy się dla mnie treść, głosu jak i długości penisa czy wielkości piersi się nie wybiera). No ale to jest moje zdanie, innych nie. Dlatego właśnie z trudem przychodziło mi późniejsze reklamowanie się na innych serwisach. Ludzie tego po prostu nie kupowali. Nie mogli przebić się przez pierwsze sekundy i dotrwać do końca filmów. Rozmawiałem na ten temat z paroma osobami i dowiadywałem się ciekawych rzeczy. Mówili mi bowiem, że „z początku chcieli mój film wyłączyć bo brzmiał fatalnie ale jak przebrnęli przez początek to treść nawet ich zainteresowała, przyzwyczaili się do mojego głosu i zostali stałymi oglądającymi moje produkcje”. Taką opinię usłyszałem również na żywo od mojego kumpla, któremu link do jednej z moich produkcji podesłała moja koleżanka. Również powiedział mi, że miał do mnie dwa podejścia, ale zacisnął zęby i w zasadzie bardzo sobie dziękuje bo – jak przyznał – bawił się przy mnie świetnie.
Mógłbym się założyć, że gdybyśmy i ja i np. takie Arhn.eu (kanał o grach) wydali film o identycznej treści (słowo w słowo) i opublikowali go np. na Wykopie to mój film zostałby odrzucony a ich święciłby triumfy. Myślę, że ludzie mądrzejsi nie przywiązują uwagi do głosu przekazu a jedynie do jego treści (czytałem nawet głosy, że recenzent podkładający głos w filmach od Arhn.eu również ma „słaby głos” – no więc dla mnie jest to jasne, iż mamy do czynienia z paranoją czy zblazowaniem). W końcu zostałem zaproszony do telewizji na wywiad więc ktoś moje filmy z dziennikarzy przecież oglądał. Problemy z pozyskiwaniem nowych użytkowników przez mój niemedialny głos to drugi z powodów występowania sporych trudności w dotarciu do większej ilości widzów.

 

 

 

Powód 3: Brak systematyczności w tworzeniu filmów
To, że systematyczność jest najważniejsza i brak aktywności zabija kanał wie już każdy. Ja swój zawsze traktowałem jako coś „robionego na boku”. Nigdy dlatego też nie reklamowałem swojego sklepu z koszulkami. Jeśli ktoś nosiłby na sobie koszulkę z moim logo, spoczywałaby wtedy na mnie presja szybkiego tworzenia nowych filmów. Ktoś wydał w końcu swoje ciężko zarobione pieniądze na koszulkę z Twoim wizerunkiem, zrobił to bo Cię lubi i oczekuje, że nadal będziesz tworzył filmy. Dlatego właśnie ją kupił i w niej chodzi. Ja natomiast zawsze mówiłem, że tworzę filmy wtedy gdy chcę i na temat na jaki to ja mam ochotę. Nie robiłem więc filmów z potrzeby, oczekiwanych przez widzów. A już na pewno nie z taką częstotliwością z jaką by chcieli. Robiłem je wtedy kiedy chciałem i basta. Nie miałem żadnego grafiku i nie przestrzegałem żadnych standardów w stylu „minimum 4 nowe filmy każdego miesiąca”. A teraz YouTuberzy tak właśnie robią, poprzez systematyczność utrzymują uwagę swoich odbiorców. Łatwo się jednak o tym pisze, należy bowiem pamiętać, że tworzenia akurat materiałów filmowych to cholernie czasochłonna praca. Może nie trudna, ale na pewno czasochłonna. Nie chciałem być więźniem świata w monitorze. Traktowałem YouTube jako dodatek, jak miałem ochotę coś stworzyć to tworzyłem i publikowałem. Nie ulegałem żadnym prośbom.

 

 

 

Powód 4: Tworzenie filmów wyłącznie pod siebie
Zawsze chciałem by moje filmy się wyróżniały, aby były „czymś więcej”. To dlatego kryje się w nich masa „easter eggów” poukrywanych do odnalezienia w przyszłych konkursach (do dziś jeszcze nieodkrytych; kiedyś miałem plany by robić konkursy). Dlatego też zamiast tworzyć krótki filmik na jakiś temat, zasypywałem widza godzinnym materiałem (nikt inny nie tworzył tak długich filmów na polskim YouTubie!). Bardzo często pomysł w mojej głowie eskalował. Kiedy zechciałem zrobić filmik „z naturą w tle” napisałem scenariusz na 15 minutowy odcinek. Ale w trakcie realizacji wyczułem ogromny potencjał, natura zafascynowała mnie tak bardzo, że mój kwadrans przerodził się w dwa godzinne odcinki i dedykowaną im stronę internetową (postanowiłem zrobić dwa – o ironio – krótsze odcinki niż dać widzom jeden aż dwugodzinny). Takich przykładów jest sporo. Pasuje wspomnieć właśnie tutaj moją „Kinofilię” - magazyn o filmach. Chciałem kolejny raz zrobić „coś lepszego niż inni” więc zamiast wydawania wielu krótszych odcinków, ja taki jeden montowałem przez trzy tygodnie. Dzieliłem na specjalne sekcje, tworzyłem oprawy graficzne, nagrywałem specjalne przebitki ze mną na ekranie i tak dalej. Mój jeden odcinek był kalką telewizyjnego stylu. Można było zasiąść z jedzeniem przed ekranem monitora i przez 20 minut posłuchać sobie o 6 filmach i to nawet w różnych kategoriach tematycznych (recenzja, ciekawostka, analiza). Dążyłem do takiego „telewizyjnego” stylu bo sam lubiłem długie produkcje. Problem tylko w tym, że dlatego YouTube wypiera telewizję bo ludzie tam tworzący produkują materiały właśnie inne niż telewizja. A co za tym idzie, wrzucają je także znacznie częściej. Z takiej jednej „Kinofilii” byłbym w stanie wydać aż 6 osobnych odcinków! Ale nie, ja wolałem zapuścić kanał na trzy tygodnie by potem wydać jednego dwudziestominutowego giganta. Ludzie nie lubią takich rzeczy, ale ja tak. Przez fakt tworzenia materiałów jakie ja bym chciał zobaczyć spadła mi oglądalność. Nie dość więc, że kanał był rzadko aktualizowany i nie dość, że robiłem cholernie cięższą robotę od innych YouTuberów to mimo sensownej treści, mój materiał się nie sprzedawał. Długie filmy w większości odrzucają widzów, każdy woli krócej i częściej niż rzadziej a dłużej. Byłem uparty do samego końca i nie słuchałem fanów cyzelując swoją „doskonałą formę magazynu” i szczycąc się tym, że „nikogo innego na tyle pracy nie jest stać”

 

 

 

Powód 5: Tworzenie cykli nieinteresujących widzów a zaniedbywanie najpopularniejszych
Tak, każdy kto mnie zna domyśli się, że chodzi o „Degustatora” i filmy z pogranicza video-artów czy makijażowych metamorfoz. To prawda, na swoim kanale publikowałem co chciałem, ale z założenia. W końcu moja działalność nosiła nazwę „Bunch Productions” czyli „produkcje Buncha” – wszystkie. Nie czułem więc potrzeby tłumaczenia się widzom z tego co wrzucam. Kiedy miałem ochotę wydać film o kosmetykach, taki właśnie wrzucałem na kanał. Tak, ocieramy się w tym punkcie trochę o powód numer 3. Widzowie widząc, że kanał, który subskrybowali tylko dla filmów z grami oraz Degustatora nagle wrzuca kompletnie nieinteresującą ich treść, reagowali bardzo negatywnie. A ja w myśl swojej ideologii „wrzucania tego co ja chcę” miałem ich gdzieś. Problemem było również to, że byłem głodny nowych form. Kolejnymi odcinkami Degustatora mogłem sypać jak z rękawa (nadal mogę, pomysłów mam od groma) więc nie stanowiły dla mnie już takiego wyzwania, a bardzo nie chciałem stać w miejscu. Miałem potrzebę rozwijania się. Dużo większą przyjemność czerpałem z filmowania fotograficznych sesji pięknych kobiet na łonie natury niż z kolejnego wygłupiania się przed kamerą w Degustatorze. Badałem więc nowe grunty i temu zacząłem się poświęcać najbardziej. Zaniedbując produkcje cykliczne, które przyniosły mi zainteresowanie. Każdy z widzów uwielbiał Degustatora, w odbytym wywiadzie telewizyjnym, to również on był głównym przedmiotem dyskusji. Ja uważałem go za niewystarczającą rzecz w swojej twórczości i filmowanie innych rzeczy uznałem za bardziej rozwojowe. Co ciekawe, tak uważam do dziś. Jeśli Degustator nie przynosił Ci pieniędzy to tworzenie całkiem nowych filmów (już tych nie dla widzów) było dla mnie chęcią złapania doświadczenia, które mógłbym w przyszłości wykorzystać. I tak się też stało. Nauczyłem się tworzyć różne filmy, relacje z wydarzeń, wywiady przed kamerami itp. Osiągnąłem to dzięki poznawaniu nowych horyzontów a nie dzięki namolnemu klepaniu i wydawaniu kolejnych Degustatorów. Nie mam sobie tego za złe, że nie tworzę dalej Degustatora.

 

 

 

Powód 6: Nie dbanie o interakcję z widzami
YouTuberzy organizują liczne czaty na żywo, odpowiadają na komentarze widzów, dbają o kontakt z nimi. Widz bardzo lubi czuć, że ma kontakt z oglądanym twórcą. Że jest w stanie na niego wpłynąć. Ja w całej swojej karierze zrobiłem może ze dwa czaty na żywo. Wypowiadałem się raczej sporadycznie. Nie zbudowałem ze swoimi widzami takiej więzi jaką budują inni twórcy. Tutaj przebija się nam punkt pierwszy. Nie chciałem „niepotrzebnie” pokazywać swojej gęby na YouTubie i organizować jakichś dodatkowych czatów z moją osobą. Byłem do tego bardzo zdystansowany. Wolałem wyjść i pograć sobie godzinę w piłkę nożną, niż umówić się z widzami na jakiś wspólny czat. Nie widziałem w tym żadnego sensu. Co ciekawe, zbudowałem szalenie bogatą witrynę internetową, którą „przygotowałem” do wielkiego zainteresowania widzów. Jako mało kto pokusiłem się o własne forum na stronie, system rejestracji oraz przydziałów, ukryte podstrony z dostępem dla najbardziej oddanych użytkowników oraz pomyślałem o specjalnych miejscach na komercyjne reklamy, na polach wymiany bannerów i zaimplementowałem tam z pomocą programisty wiele fantastycznych rozwiązań. Wybrałem nawet jej wspaniałą złoto-szarą kolorystykę by nie raziła czytających w oczy. Wszystko to by tysiące użytkowników nie nudziły się na mojej stronie. Oczywiście do tysiąca zarejestrowanych nie dobiłem. Do tego czasu zarejestrowało się jedynie 55 użytkowników.

 

 

 

Powód 7: YouTube zawsze mieszał tylko mnie z błotem
Jednym z czynników, które ograniczały reklamę mojego kanału był sam YouTube. Kiedy zniesiono wszystkim limit czasowy wgrywanych filmów, ja przez długie miesiące nie mogłem jeszcze korzystać z tych dogodności. A jak pewnie pamiętacie, tworzyłem dość długie filmy. I znowu, dbając o najlepszy odbiór dla widza, nie chciałem ich dzielić na części. Zamiast więc wydać jeden dłuższy film w 3 częściach, ja wolałem opublikować go całego w innym serwisie, a na YouTubie wrzucić jedynie jego zwiastun z linkiem kierującym do całości. Był to też czas gdy na YouTubie istniała strona główna (parę razy udało mi się tam znaleźć ze swoimi filmami). Jak jakiś filmik dotarł na główną, z miejsca dostawał masę wyświetleń. Po prostu docierał wtedy do większej ilości osób i robił się naprawdę spory ruch. Ja wrzucając jedynie zwiastun, powodowałem to, że nie mógł on dotrzeć do strony głównej (co innego pełnoprawny film, nawet w częściach, w końcu można go obejrzeć na YouTubie – ale nie zwiastun). Tym sposobem zmniejszałem grupę osób do której mógł trafić mój nowy, dłuższy niż 15 minut film.
YouTube mieszał mnie z błotem wielokrotnie, nie odpowiadając na moje maile w sprawie zdjęcia limitu i tak dalej. Byłem pozostawiony sam sobie. By coś podziałać w tej kwestii wstąpiłem specjalnie do sieci partnerskiej, oni rozwiązywali tam takie problemy bo mieli po prostu lepszy kontakt z działem pracowników YouTube. Sami wiecie – korporacje. I tutaj zaczęły się kolejne jaja. Mój opiekun okazał się – jak się potem wydało – oszustem. Nie załatwił przez kolejne 9 miesięcy zdjęcia limitów z mojego konta aż po tak długim czasie oczekiwania wypowiedziałem im umowę. Było głośno o tej sprawie ponieważ wspomniany opiekun oszukiwał też na pieniądze sporą część YouTuberów, która wstąpiła do tej sieci. Ostatecznie zmarł na raka. Być może znając wyrok zdecydował się na taki a nie inny krok po prostu. Ale to nie jest tematem mojego wpisu. Chciałem tylko nadmienić, że nie miałem kompletnie żadnego wsparcia odnośnie wgrywanych przez siebie treści. Usuwano podkład muzyczny z moich filmów, blokowano tylko moje, kiedy inni YouTuberzy byli traktowani jak pod kloszem. Przez ten fakt, kilka moich filmów zostało wgranych wyłącznie na Dailymotion. A więc mało osób mogło na nie przypadkiem natknąć się w sieci.

 

 

 

Powód 8: Zero pomocy od kogokolwiek
Kolejnym powodem na to, że przestałem rozwijać kanał był po prostu rozrost innych – powiedzmy że – podobnych. Na scenę zaczęły wchodzić firmy proponujące twórcom korzyści. Na zasadzie reklamy ich produktów, lepszych stawek przy reklamach jeśli do nich wstąpią czy nawet organizowania z nimi wydarzeń kulturalnych. I tak niektórzy dostali pieniądze za reklamowanie w swoich filmach pewnych produktów, inni dostali możliwość wygłaszania swoich prelekcji na jakichś kulturalnych festiwalach. Wspomniane wcześniej sieci partnerskie zaczęły łapać pod swoje skrzydła rokujących twórców i oferować im pewne profity. Generalnie „lał się pieniądz”. Było to na zasadzie „hej, wchodzimy na nowy rynek, potrzeba znaleźć jakichś YouTuberów, którzy będą reklamować nasze produkty”.
Ja wciąż czekałem no rozwój sytuacji z moją umową, która nie nadeszła. Próbowałem potem wstąpić do dwóch innych sieci partnerskich. Ale spotkałem się z milczeniem ze strony jednej oraz z odmową ze strony drugiej z powodu „zbyt małej ilości subskrybcji”. Traktowano ludzi dość przedmiotowo, jak żywe statystyki. Nie dziwię więc się, że jedni zdołali się rozwinąć szybciej. To tak jak z naszym rodzimym LOTem, który upadał i dostał od państwa ogromną dotację. Później chwalił się dumnie swoim odrodzeniem i świetną formą. No ale skoro dostał od kogoś wsparcie to chyba nie powinien nikt być zaskoczony faktem, że „po tym jak go ktoś wsparł” to stanął na nogi. Zaproponowano wielu twórcom różne rodzaje pomocy. Czy to reklamy ich kanału w zamian za wstąpienie do ich sieci i dzielenie się zyskami (mieli zarabiać i tak więcej, ponieważ partnerzy korporacyjni mieli większe stawki za reklamy niż zwyczajny YouTuber) czy wspomniane już zaproszenia do różnych kampanii reklamujących pewne produkty. Mnie nigdy nie zaproponowano niczego. A na dodatek oszukano w jednej sieci partnerskiej. Ten punkt będzie też dobrą okazją by przytoczyć jedną z historii o wzajemnej pomocy ze sławnymi YouTuberami. Pamiętam sytuację z początków twórczości gdzie Niekryty Krytyk sam z siebie poprosił mnie o wsparcie w konkursie w którym brał udział. Był to początek i, co teraz może wydawać się nieprawdopodobne, miałem tyle samo subskrypcji co on. Niekryty zapytał się mnie czy nie pomógłbym mu w konkursie. Chodziło o przekazanie informacji wśród swoich widzów by na niego gdzieś „głosować”. Oczywiście się zgodziłem. Swój film konkursowy miał tragiczny i bardzo mi się nie podobał, ale z chęcią go poleciłem w myśl „film do dupy, ale robi świetne filmy, więc zależy mi na tym by to on dostał nagrodę, w ten sposób mu się za dobrą pracę odwdzięczę bo on coś wygra. I pewnie wygraną przeznaczy na rozwój swojego kanału, więc głosuję!”. Napisałem wiadomość z prośbą o głosowanie na niego na swojej stronie oraz w biuletynie na kanale (kiedyś takie były). Niekryty wygrał. Oczywiście nie wygrał „dzięki mnie”, ale moje wsparcie otrzymał i jakiś tam wkład miałem, pewnie mikroskopijny no ale mu pomogłem. Lata później ja znalazłem się ze swoim filmem w podobnej sytuacji. Też potrzebowałem „głosów”. Odezwałem się więc po latach do Niekrytego licząc na rewanż. Też poprosiłem o zwykły wpis na stronie czy raczej już wtedy na Facebooku. Niekryty Krytyk mnie olał zupełnie. Zrobił to celowo, ponieważ moją wiadomość musiał ujrzeć. Odezwałem się do niego w tej sprawie na: numer Gadu-Gadu, konto prywatne na Facebooku, konto jego działalności na Facebooku oraz na maila z jego strony. Zresztą kontaktowaliśmy się wcześniej przez te właśnie dane. Sprawa jest więc jasna. Zachował się jak niewdzięcznik i takim też dla mnie już pozostał. Przez ten właśnie punkt chciałem powiedzieć, że rzecz taka jak wsparcie wpływa na rozwój kanału. Ja takiego wsparcia nigdy od nikogo nie miałem.

 

 

 

Powód 9: Sprawy prywatne
Tworzenie filmów to świetna rozrywka. Ale oprócz nich istnieje jeszcze sto innych, ważniejszych rzeczy do zrobienia. Jeśli cały czas będziesz myślał tylko o tworzeniu filmów, będziesz zaniedbywał te inne ważne rzeczy. Stworzenie filmu to nie napisanie artykułu. Składa się na niego szereg wielu czynności, prace pre-produkcyjne oraz postprodukcja. Na długo przed rozpoczęciem nagrywania trzeba zgłębić temat o którym będzie się mówić. Rozłożyć cały sprzęt, ustawić go i nagrać z wieloma nieudanymi dublami. Po wszystkim przysiąść do żmudnego montażu. To bardzo angażujące i w 5 minut nie powstaje. Dlatego też nie można poświęcić się takiej rozrywce, skoro inne rzeczy nie należące do „rozrywki” w Twoim życiu kuleją. Starsi czytelnicy na pewno zrozumieją o co chodzi. Trzeba na chleb zarabiać, swoją rodzinę odciążyć i nową zakładać, szukać swego szczęścia w świecie. Mimo, iż za te kilka lat tworzenia swoich filmów nauczyłem się wielu rzeczy i wyniosłem umiejętności, które pozwalają mi czasem przekuwać je na pieniądze, czułem, że stoję w miejscu. To trochę taki paradoks, ale towarzyszyło mi wrażenie, że trwanie przy kanale odrywa mnie od rzeczywistości, czułem, że powinienem być w innym miejscu, na innym już życiowym poziomie. Januszem Korwin-Mikke polskiego YouTuba być nie zamierzam (by robić to co się robi przez lat 20 i w końcu odnieść wyczekiwany sukces). Wszystko byłoby w porządku bo przecież ludzie do sukcesu dochodzą w różnym czasie, ale chodzi o to, że ja nie młodnieję. Czas wykorzystać najlepszy wiek swojego życia właśnie na życie. A nie na YouTuba. YouTube nie daje Ci pieniędzy za które możesz właśnie żyć. Trzy lata temu postanowiłem zacząć coś z sobą robić i zapisałem się na siłownię. Wolę więc wolne dwie godziny czasu spędzić na niej a potem ze swoimi przyjaciółmi czy kobietą na piwie niż zasiadać do „Przypadków Internetu” z masą hejtu w komentarzach i marnymi 2 tysiącami wyświetleń. Nie mogę poświęcać już tak dużo czasu na rzeczy, które nie niosą ze sobą profitów.

 

 

 

Powód 10: Towarzystwo bez pasji do filmowania
 Nikt z moich znajomych, tych najbliższych oraz dalszych nie robił nigdy tego co ja. Nie nagrywał siebie w Internecie. W związku z tym nikt z nich nigdy nie motywował mnie do działania na tym polu. A co więcej – uważał to za głupie i za pajacowanie przed kamerą. Koledzy nie rozumieli fenomenu internetu i niebywałej potrzeby tworzenia i dzielenia się ze światem swoimi przemyśleniami na filmach. Nie mogłem pogadać o kamerach, nie mogłem pogadać o sławnych jutubowiczach, nie mogłem poprosić o potrzymanie mi kamery bo nikt nie rozumiał po co to robię. Brak pasjonatów w swoim środowisku z pewnością nie napawał optymizmem. Byłbym niesprawiedliwy gdybym powiedział, że z czasem się to nie zmieniło. Ale prócz tego, z czasem przybyło mi też co innego – lata na karku. I odszedłem od tworzenia filmów wyłącznie „dla zabawy”. A że wszelakie zloty YouTuberów omijałem z daleka, nie dane było mi nigdy przebywać w takim gronie. Choć tego akurat nie żałuję, bo YouTubowicze to w większości najznamienitszy przykład nerdów i „no-lajfów”. Jednym słowem dzieciarnia od której zawsze uciekałem. Od tej drugiej grupy do dziś stronię, w tym punkcie chodziło mi tylko o najbliższych.

 

Poprzez te 10 punktów poznaliście moje zdanie na temat obecnego YouTuba i mojego zejścia ze sceny.
Jakieś tam filmy oczywiście nadal tworzę i sporadycznie (co zawsze miałem w zwyczaju) wrzucam na kanał, ale nie są to żadne cykliczne twory. Spędziłem bardzo dużo czasu na YouTubie i wiem jakie popełniłem błędy. To one skutecznie mnie hamowały i nie pozwoliły się rozwinąć. YouTube również się zmienił, ludzie zaczęli tworzyć coraz lepsze filmy, zakupili lustrzanki, mikrofony, zaczęli współpracować. Przez to większość moich starszych filmów pełnić może teraz jedynie rolę reliktów, pamiątek historii na zasadzie „jak to kiedyś wyglądało”. Ja do tworzenia filmów „dla widzów” nie zamierzam już wracać, czas zająć się prawdziwą pracą i zejść ze sceny pokonanym :)
A na koniec, każdego kto nie widział, zapraszam do obejrzenia „Kulis tworzenia moich produkcji”. To prawdziwe bogactwo tematów na temat mojej twórczości. Jeśli kogoś interesuje – zapraszam.

 


 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Ostatnie newsy:

Premiera filmu "Imponderabilia"

Jest mi szalenie miło poinformować, iż 8 marca mój nowy film zadebiutował w sieci. "Imponderabilia" to eksperymentalny poemat filmowy mojego autorstwa inspirowany kinem Terrence'a Malicka, Xaviera Dolana oraz trenami Jana Kochanowskiego.
Film trafił również do bazy Filmwebu - największej polskiej bazy filmów w internecie. Poniżej prezentuje sam film oraz wszystkie materiały, które go dotyczą (making of, soundtrack, zwiastuny itp).

 

Więcej…

5 miast w 5 dni. Film z mojej niezwykłej tegorocznej podróży

W maju tego roku w ciągu pięciu dni byłem obecny w 5 różnych miastach na terenie 3 państw! Oto film video z tej niezwykłej podróży. Moja najnowsza produkcja "5 Cities in 5 Days" do obejrzenia poniżej.

 

 

Wystawa z moimi zdjęciami w krakowskim klubie

Jest mi niezmiernie miło poinformować, iż zdjęcia z mojej debiutanckiej sesji fotograficznej jako model były wystawione na wernisażu fotografki - Sylwii Macholi w krakowskim klubie Pozytywka (we wrześniu odbyła się ich druga prezentacja, tym razem w Sopocie). Zdjęcia te, były również jej pracą dyplomową. W rozwinięciu newsa oficjalny plakat oraz kilka zdjęć prezentujących tę wystawę. Zdjęcia zobaczysz klikając "Czytaj więcej...".  

Więcej…

Nowa animacja na Apple iStore

Ostatnio miałem przyjemność pracować nad animacją dla wiodących twórców gier na urządzenia mobilne. Moją reklamę aplikacji Landlord 2 sporządzoną z wytycznych klienta możecie obejrzeć w sklepie Apple iStore albo poniżej. Zapraszam.

 

Odcinek ze mną w telewizji!

Jest mi niezmiernie miło poinformować, iż w telewizji Polsat News w programie o dumnie brzmiącej nazwie Top wtop pojawił się fragment odcinka w którym grałem jedną z ról. Cały materiał został stworzony przez grupę Filmcloud na kanale rozrywkowym Jahaha jaki prowadzimy. Poniżej zapis z telewizji do obejrzenia:

 

 

Reklama